Forum of Lithuanian History

Forum of Lithuanian history is a place for discussion on the urgent problems of the Lithuanian history. Share your opinions!

Moderator of the forum - Tomas Baranauskas

Our website - Medieval Lithuania
viduramziu.istorija.net/en/


[ Taisyklės ] [ Правила ] [ Rules ]
 

Medieval Lithuania
Search | User Listing Forums | Calendars | Albums | Quotes | Skins | Language
You are logged in as a guest. ( logon | register )

Random quote: "Mėgstu puodus daužyt. Šukes išvežu Kernavėn ir užkasu. Ateity čia bus daugiau praeities." Juozas Erlickas
- (Added by: Tomas Baranauskas)


Награждение гербами
[Frozen]

Moderators: Ibicus

View previous thread :: View next thread
  Frozen      ФОРУМЫ -> Форум истории Литвы Message format 
 
Влад
Posted 2008-01-10 21:50 (#48143 - in reply to #48115)
Subject: RE: обычай перенятия герба



Extreme Veteran

Posts: 492
2002005010101010
Location: г. Киев, Украина
Вот эти два момента о молитве короля Ягайла перед битвой и о произведении в рыцари.
Привожу по изданию Jana Długosza Kanonika Krakowskiego DZIEŁA WSZYSTKIE. Wydane staraniem Alexandra Przezdzieckiego. Tom V. Рrzekład Karola Mecherzyńskiego Tom IV. Ks. XI. XII. W Krakowie, 1869.

/S.40/ KRÓL WŁADYSŁAW, POD NACISKIEM WISZĄCEGO JUŻ NAD KARKIEM NIEPRZYJACIELA, NIE DAJE SIĘ PRZECIEŻ ODERWAĆ OD NABOŻEŃSTWA
We Wtorek, w dzień Rozesłania Apostołów, piętnastego Lipca, Władysław król Polski postanowił na tem samem stanowisku przed świtem wysłuchać Mszy świętej; ale dla silnego i gwałtownie wiejącego wiatru nie można było tak spiesznie jak nakazano zatknąć i rozwinąć namiotu, w którym zwykle odprawiano nabożeństwo; bo co rozwinięto płótna, to je wiatr /S.41/zrywał. Nocy poprzedzającej spadł był ulewny deszcz z grzmotem i błyskawicami, ale nie z takim wichrem w obozie królewskim jak w Krzyżackim, gdzie burza wszystkie niemal rozniosła namioty, a co było wróżbą nastąpić mającej klęski. Już wreszcie i dzień nastał, a wiatr począł się wzmagać gwałtowny. Gdy więc dla, ciąglej zawiei nie podobna było kaplicy królewskiej mocno ustawić, za radą wielkiego książęcia Alexandra ruszył król obozem: a uszedłszy przestrzeń dwumilową, w której widzieli było płonące dokoła włości nieprzyjacioł, stanął na polach wsi Rudy (Tannenberg) i Grünwaldu (Grunwald), mających się wsławić przyszłą w dniu tym bitwą, i pomiędzy gajami i gąszczami, które zewsząd to miejsce zakrywały, kazał rozbili namioty, a kaplicę obozową ponad jeziorem Lubnem na wzniosłym ustawić pagórku, aby przez ten czas, gdy wojsko rozmieszczać się, miało na swoich stanowiskach, mógł wysłuchać nabożeństwa. Już mistrz Pruski Ulryk de Jungingen ściągnął do wsi Grünwaldu, którą miał swoją upamiętnili klęską, i z bliska stanął z swojem wojskiem, a czaty królewskie jeszcze go nie dostrzegły. Po rozwinięciu więc kaplicy obozowej, kiedy król spieszył do niej na nabożeństwo, przybiegł Hanek szlachcic ziemi Chełmskiej, herbu Ostoja, z oznajmieniem: "że nieprzyjaciela widział już tylko o kilkanaście kroków od obozu. A gdy król zapytał: "jak liczne było jego wojsko", Hanek odpowiedział: "że jednę tylko ujrzał chorągiew i natychmiast z doniesieniem o niej pospieszył". Ledwo te słowa domawiał, kiedy przybył Dersław Włostowski, szlachcic herbu Oksza, i oznajmił: "że dwie widział nadchodzące chorągwie nieprzyjacioł". Jeszcze i ten mówić nie skończył, a już nadbiegł trzeci, po nim czwarty, piąty i szósty, którzy zgodnie powtarzali, "że nieprzyjaciel tuż przed obozem stał w gotowości do boju". Król Władysław tak nagłem i niespodziewanem nadejściem nieprzyjaciela bynajmniej nie zmieszany, za najważniejszą rzecz osądził, aby wprzódy oddać powinność Bogu, nimby do wojny przystąpił: zaczem udawszy się do kaplicy obozowej, wysłuchał z wielkiem nabożeństwem dwóch mszy, odprawionych przez Bartosza plebana z Kłobucka i Jarosława proboszcza Kaliskiego, swych kapelanów nadwornych; gdzie prosząc Boga o pomoc, z większą niż zwykle modlił się gorącością ducha. Upadłszy potem na kolana, zanosił do nieba modły, błagając Pana zastępów, aby mu zdarzył pomyślną walkę i rychłe nad nieprzyjacielem zwycięztwo. A lubo wielki książę Litewski, który nadewszystko niecierpliwy był zwłoki, wielokrotną prośbą i naleganiem, naprzód przez wyprawionych posłańców, a potem sam osobiście naglił na króla Władysława, i wolał głośno, "aby zaprzestawszy modlitwy spieszył jak najprędzej do boju, gdy nieprzyjacieł już od niejakiego czasu, sprawiwszy swoje hufce, stal w gotowości do bitwy, i wielkie groziło niebezpieczeństwo, jeśliby pierwszy na obóz Polski uderzył"; żadne jednak /S.42/ prośby i zaklęcia, a nawet samo niebezpieczeństwo, nie zdołały oderwać króla od nabożeństwa, póki go do ostatka nie skończył. Zaprawdę, chociaż nieprzyjaciele Prusacy słabsze mieli siły, byliby wszelako mogli odnieść zwycięztwo, albo przynajmniej znaczna, zadać klęskę Polakom, gdyby na nieprzygotowany obóz królewski, i wojsko rozrzucone na leżach bez porządku i szyku, sami gotowi i sprawieni do boju, nagle byli napadli. Wnosząc atoli, że wojsko królewskie nie przypadkowo ale umyślnie obrało stanowisko między gajami i zaroślami, i obawiając się zasadzki, szczęściem nie odważyli się uderzyć na obóz królewski, dopóki wszystkie nie ściągnęły chorągwie i szyki w porządku nie stanęły. Nie dziw przeto, że królowi tak pobożnemu i pełnemu ufności w Bogu, u którego nabożeństwo więcej ważyło niż wszelkie powodzenie w wojnie albo przygody, Opatrzność Boska zdarzyła tak świetne zwycięztwo nad Krzyżakami, o których wiadomo, że nie myśleli wcale o Bogu i w niczem mieli nabożeństwo. Ztąd też uważano, że królowi tak przed bitwą, jako i w czasie bitwy i po jej skończeniu, sprzyjały same nawet wiatry, gdy nieprzyjaciołom w twarz i oczy miotały dmę i kurzawę, tak iż słusznie do niego zastosować można ten wiersz Klaudyusza poety:
...
KRÓL WŁADYSŁAW WSTĄPIWSZY NA PAGÓREK, PRZYPATRUJE SIĘ WOJSKOM NIEPRZYJACIELSKIM, I MNIEJ ZDATNYCH ODSYŁA DO TABORÓW OBOZOWYCH

Gdy Władysław król Polski skończył do ostatka swojo modlitwy, na nalegająco prośby i wołania nie tylko Alexandra wielkiego książęcia Litewskiego, ale i rycerzy swoich, którzy go do bitwy wzywali, powstał, i przywdziawszy zbroje, świetnym od głowy aż do nóg okrył się rynsztunkiem, gdy rycerzu na nowo wołać i nalegać poczęli, aby czem prędzej wydał znak do bitwy; zdawało się bowiem, że wszystko szło opieszale. A chociaż tak Polskie jak i Litewskie wojsko, uszykowane w porządne hufce, wystąpiło do boju, i nieprzyjaciel z przeciwnej strony stał w gotowości i z orężem w ręku, tak iż oba wojska zaledwo na rzut strzały od siebie były oddalone, i już nawet pojedyńcze między niemi zagrały harce; uważano przecież za rzecz przyzwoitą, aby czekać, aż król sam wyda hasło do spotkania, Rycerze Polscy przyrzekli sobie święcie zwyciężyć albo zginąć. Prusacy nie mieli snadź tej stałości ducha, składało się bowiem ich wojsko z zbieraniny ludzi rozmaitego rodu i języka, chałastry rzemieślników, pachołków i ciurów, niezdatnych i nieużytecznych do wojny. Zaczem król w pełnej zbroi, siadłszy na /S.51/ konia, a wszystkie oznaki królewskie zostiawiwszy na boku, prócz nie wielkiej chorągwi z wyszytym na niej białym orłem, którą przed nim niesiono, dla obaczenia nieprzyjaciela podjechał na wyniosłe wzgórze, i stanął na pagórku między dwoma gajami szeroko rozpołożonym, zkąd łatwy i dokładny podawał się widok na nieprzyjacielskie wojska. Tam oczyma raczej niżeli myślą mierząc swoje i przeciwników siły, raz dobrą otuchą, drugi raz smutną, karmił się w sercu wróżbą. Napatrzywszy się do woli zastępom nieprzyjacioł, zjechał na równinę, wielu Polaków pasem rycerskim ozdobił, dla dodania zaś swoim serca, krótką ale silną zagrzał ich przemową, przypominając każdemu rycerską powinność i cnotę; a sam z konia, tak jak na nim ubrany siedział, ponowił jeszcze spowiedź przed Mikołajem podkanclerzym królestwa. Poczem zmieniwszy wierzchowca, przesiadł się na tęgiego i dzielnej siły wałacha, z tysiąca wybranego, który był cisawej maści, a na czole miał małą i nieznaczną łysinkę. Zawołał wreszcie, aby mu podano szyszak, który trzymając w ręku, wydał rozporządzenia Mikołajowi podkanclerzemu królestwa Polskiego, i tak jemu, jako też wszystkim kapłanom i pisarzom, tudzież czeladzi bezbronnej i do wojny niezdatnej, kazał iść do obozu, a tam czekać jego przybycia do skończenia bitwy. Postanowiono bowiem tajemną a nader przezorną uchwałą, aby król nie narażał się na niebezpieczeństwo, ale pozostał przy obozach i taborach. Chcąc zatem Władysław król Polski wypełnić postanowienie panów radnych, kazał Mikołajowi podkanclerzemu iść wprzódy do obozu, obiecując że i sam za nim wkrótce pójdzie, a to dlatego, iżby panowie radcy nie naglili go do ustąpienia między tabory, gdyby im tego nie był przyrzekł.
Top of the page Bottom of the page



Frozen
Jump to forum :
Search this forum
E-mail a link to this thread

 

(Delete all cookies set by this site)
Running MegaBBS ASP Forum Software
© 2002-2020 PD9 Software